środa, 17 maja 2017

16.


Wczoraj minęło 16 lat odkąd przyszłam na ten świat. Zawsze ten wiek kojarzył mi się z niezależnością, imprezowaniem oraz zabawą. Był moim wymarzonym wiekiem. Kiedyś. Dotąd aż sama go nie osiągnęłam. Teraz czuję się...normalnie. Ani jakoś specjalnie dorosła czy rozrywkowa. Ani niezależna i zbuntowana. Może to po prostu mój charakter, a może miałam zbyt wyidealizowane wyobrażenie nastoletniego życia. Właściwie 16-sto latkom jestem już od sylwestra, kiedy wkroczyliśmy w nowy rok, więc wczorajszy dzień nie był dla mnie nadzwyczajny. Nawet nie spędziłam go jakoś specjalnie. Nie mówię, że był zły, spędziłam go bardzo miło, jednak nie różnił się niczym od tych wszystkich innych dni w tygodniu. Chyba jedynym prezentem, który dostałam było to, że odwołali nam ostatnią lekcję haha, ale prezenty nie są w tym najważniejsze. Chociaż oczywiście, zawsze miło jest coś dostać.
 Właściwie to sama nie rozumiem dlaczego ludzie tak bardzo świętują swoje urodziny. Tak naprawdę nie urodziliśmy się z własnej woli i prezenty należą się naszym mamom, a nie nam. Nie chcę tutaj wyjść na jakąś niewdzięcznicę, bo jestem wdzięczna, że żyję tutaj i w ten sposób. Po prostu ostatnio się nad tym zastanowiłam przy okazji urodzin. To nasze mamy nacierpiały się dla nas, żebyśmy mogli żyć. To one męczyły się 9 miesięcy byśmy teraz mogli podziwiać piękno tego świata i zapewniły nam warunki do rozwoju i wzrostu. Podziwiam i gratuluję, sama nie wiem czy zdecydowałabym się na takie poświęcenie, ale na to, na szczęście mam jeszcze sporo czasu.
  Nie wiem jak mogę podsumować moje 16 lat na tym świecie haha. Z dzieciństwa za dużo nie pamiętam, ale było raczej radosne. Później, gdy zaczęła się szkoła, powoli zaczęłam odkrywać siebie, swoje zainteresowania oraz talenty. Od 3 klasy podstawówki śpiewam, ale stało się to moją pasją dopiero kiedy dostałam wyróżnienie grand prix w konkursie angielskiej piosenki. Oczywiście cały czas pracuje nad swoim głosem i się rozwijam, co czuję i słyszę. Tutaj podziękowania należą się mojej Pani Pedagog z podstawówki, która rozwinęła we mnie zainteresowanie muzyką. W 3 klasie podstawówki również zostałam fanką Seleny Gomez, którą jestem do dzisiaj. To kupa czasu. Od 4 klasy podstawówki zaczęłam blogować. Nie powiem, że osiągam w tym jakieś ogromne sukcesy, jak na tak długi czas spędzony w blogsferze, ale to dlatego, że co chwila zmieniałam blogi. Kto wie czy za jakiś czas nie znudzi mi się ten blog i usunę go zmieniając na inny? W gimnazjum poczułam dopiero, co to znaczy szkoła. Rozumiecie, w podstawówki dostawałam 5 praktycznie za nic,a w gimnazjum trzeba było się trochę postarać. Pierwsze ściągi i te sprawy. W pierwszej klasie gimnazjum został mi założony aparat ortodontyczny, który już za niedługo zdejmuję. Pomiędzy pierwszą,a drugą klasą po raz pierwszy byłam na wakacjach za granicą i mogłam sprawdzić swój angielski w praktyce. W drugiej wyleczyłam się z trądziku(który mam nadzieję nie nawróci). Również w drugiej klasie dołączyłam do grupy wokalno-teatralnej, co było również początkiem mojej poważnej pracy z moim głosem. W trzeciej klasie(stosunkowo niedawno) przeżyłam swój pierwszy związek, który już się zakończył. Również w trzeciej klasie dołączyłam do dość prestiżowego chóru, co również pomaga mi się rozwinąć wokalnie i dowiedzieć się nieco więcej na temat muzyki w innym środowisku.
 Jestem dumna z tego, gdzie teraz jestem, ale nie zamierzam spocząć na laurach. Uwielbiam pracować na sobą, stawiać sobie nowe cele i do nich dążyć oraz odkrywać w sobie nowe zainteresowania. Mam nadzieję, że tych sukcesów będzie coraz więcej, a ja sama w końcu będę mogła być w 100 % zadowolona z tego, kim jestem.

sobota, 13 maja 2017

Muzyczni ulubieńcy kwietnia

 Okej, kwiecień się skończył i może wypadałoby zrobić ulubieńców miesiąca, bo to jeden z najchętniej czytanych postów w blogsferze(a mi zależy na wejściach i obserwacjach, bo jestem zdesperowaną blogerką), jednakże moje życie nie jest zbyt ciekawe, a ja nie odkryłam żadnych niesamowitych rzeczy w tym miesiącu, którymi chciałabym się z wami podzielić więc uznałam, że zaczęcie serii z muzycznymi ulubieńcami będzie świetnym pomysłem, ponieważ muzycznych ulubieńców zawsze mam masę i zawsze mam problem z tym, by wybrać tylko kilka piosenek. A więc jeśli jesteś muzycznym świrem, tak jak ja, to zapraszam do czytania. Mój gust jest ciężki do scharakteryzowania więc będą tu piosenki naprawdę zróżnicowane, a zresztą, sami się przekonacie.

 Zacznę od całych albumów, bo tak będzie łatwiej. W tym miesiącu (a właściwie to chyba nawet już w poprzednim) zaczęłam słuchać polskiego rapu (wowowowo Karolina staph, staczasz się) i naprawdę zaczął mi się podobać. Nie wiem czy kiedyś o tym tutaj wspominałam (pewnie nie), że byłam naprawdę źle nastawiona do polskiego rapu. Polski rap kojarzył mi się z sebixami i karynami, a tutaj miła niespodzianka. Wydaje mi się, że stał się o wiele lepszy odkąd ostatni raz go słuchałam (2011/2012). W każdym razie w tym miesiącu moimi ulubionymi albumami był Paluch "Ostatni krzyk osiedla" oraz Bedoes&Kubi producent "Aby śmierć miała znaczenie". Podczas słuchania tego włącza mi się zawsze mood takiej bad bitch, a tekst motywuje mnie do tego, by robić co chcę i mieć gdzieś opinię innych ludzi. Dobra wystarczy, dziwnie się czuję jak recenzuje polski rap, jak jesteście zainteresowani to ogarnijcie sobie te dwa albumy.
 Kolejnym albumem, którym zachwycałam się przez ostatni miesiąc był album Amy Winehouse "Back to black". O mój Boże. Ten album to jest złoto. Idealnie trafia w mój gust muzyczny. Połączenie jazzu i r&b to najlepsze co może być i zawsze gdy słucham tego albumu czuję jakbym miała zaraz wybuchnąć z zachwytu haha. Potrzebuje obecnych artystek pokroju Amy, które tworzą tak świetną muzykę. Moje ulubione piosenki z tej płyty to chyba "Rehab" i tytułowe "Back to black". Zdecydowanie muszę przesłuchać innych albumów tej artystki.
 W ostatnim miesiącu przypomniałam sobie o Jacku White i kiedy tylko włączyłam sobie jego płytę przypomniałam sobie za co tak bardzo kochałam jego muzykę. To co on tworzy to jest jakieś arcydzieło. Kocham każdą jego piosenkę i każdy jego album. Jednak w tym miesiącu wróciłam do "Love is blindness" (jest to cover piosenki U2, który jak dla mnie jest lepszy od oryginału), pierwszej piosenki Jacka White'a, którą usłyszałam, oraz do "Carolina dama(acoustic mix)" z jego najnowszej płyty. Drugiej piosenki posłuchałam od razu jak zobaczyłam tytuł, bo, nie wiem czy tylko ja tak mam, kiedy widzę moje imię w tytule, muszę posłuchać tej piosenki. Jeszcze jedną piosenką Jacka, którą wyjątkowo polubiłam w tym miesiącu jest "Lazaretto" jedna z jego najpopularniejszych piosenek. Naprawdę polecam zapoznać się z jego twórczością, to coś niesamowitego.
 Kolejną piosenką, którą kocham już od dłuższego jest "Code blue" The-Dream. Jest ona z soundtracku do "Ciemniejszej strony Greya". Nie tylko wokal tego artysty mnie urzekł. Tekst dogłębnie poruszył moje wnętrze, ponieważ po raz pierwszy słuchałam tej piosenki w takim momencie, że idealnie opisywała moją sytuację. W każdym razie jako jedna z wielu piosenek z tego soundtracku najbardziej zapadła mi w pamięci i po pierwszym przesłuchaniu płyty, to właśnie do tego utworu wracałam, żeby posłuchać go jeszcze raz i jeszcze raz.
 Piosenką, o której muszę tutaj wspomnieć jest piosenka Harrego Stylesa "Sign of the times". Harry od zawsze był moim ulubieńcem w 1D. Już wtedy, gdy był w zespole ubierał się inaczej i wyróżniał na tle innych chłopaków (oczywiście nie ujmując im, ponieważ lubię wszystkich pięciu) i zawsze zastanawiałam się jakby to było gdyby zaczął tworzyć sam. Szczerze mówiąc to było jedno z moich takich małych marzeń, żeby Harry wydał coś sam i wreszcie jest. I jest to najlepsza piosenka, która wyszła w ostatnim czasie. Czy jestem zaskoczona? Nie, nawet przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że to, co wypuści Styles będzie słabe i dostałam właśnie to, na co czekałam. Gitary, popis głosu Harrego, głęboki tekst. Jedyne czym mnie tu zaskoczył to pianino i delikatny falset w refrenie.  Nie wiem jak wy ale ja już zamawiam jego limitowaną edycję płyty.

A wy jakich ulubieńców muzycznych mieliście w tym miesiącu? Piszcie mi w komentarzach, chętnie zapoznam się z nowymi piosenkami i wykonawcami.

wtorek, 9 maja 2017

Jesteś swoim największym wrogiem

Co ludzie pomyślą? Czy uznają mnie za idiotkę? Nie chce mi się. Zrobię to później. Zacznę spełniać marzenia jak już będę dorosła, nie teraz. Byle przeżyć ten tydzień. Byle przeżyć ten rok szkolny. Byle skończyć szkołę. Nie nałożę tej sukienki bo mam za grube nogi. Nie nałożę tej bluzki bo ma za duże dekolt i ludzie uznają mnie za dziwkę. Nie zetnę włosów bo pewnie będę wyglądać w nich źle. Nie będę miała czerwonego paska na koniec bo nie dam rady.

 Podane wyżej to tylko niektóre przykłady ograniczeń jakie sami na siebie nakładamy. Na własne życzenie się szufladkujemy. Na własne życzenie zamiast rozwijać zamykamy się w klatce. Nie wierzymy w swoje możliwości i z góry zakładamy, że nie damy rady czegoś zrobić nawet do tego nie podchodząc, co według mnie jest najgorszą krzywdą jaką możemy sobie zrobić. Rezygnować od razu na starcie. Co ci szkodzi spróbować? Może ci się nie uda ale co z tego? Boimy się wychodzić przed szereg, boimy się opinii innych, którzy krytykują takie osoby tylko dlatego, że sami nie mają odwagi robić tego, co tak naprawdę chcą. Wiem, że nie tak łatwo od razu stać tym, kim chcemy być, jeżeli dotąd nasz całe życie skupiało się na tym, by jak najmniej rzucać się w oczy. Sama taka byłam. Zależało mi na tym, by być niewidzialna. Nie podobałam się sobie i nie chciałam by ktokolwiek na mnie patrzył, a co gorsza oceniał. Strach przed tym co ludzie pomyślą mnie paraliżował. To okropne. I jakie ograniczające. Według mnie najtrudniej jest uwierzyć w siebie i przestać przejmować się tym, co ludzie pomyślą, ale później, kiedy uda nam się to, osiągnięcie swoich celów będzie o wiele prostsze. Każdy sam musi dojść do takiego momentu w swoim życiu, do momentu kulminacyjnego, w którym zdarzy się coś (bądź sami dojdziemy do jakichś wniosków), co kompletnie zmieni nasze postrzeganie świata. Jeśli nie jesteś jeszcze gotowa na tak dużą zmianę w swoim życiu, spokojnie, to przychodzi z czasem. Kiedyś, pomimo że chciałam, nie mogłam przezwyciężyć tego strachu przed odezwaniem się czy cokolwiek. Ale pracowałam nad tym. Każdego dnia prowadziłam ze sobą walkę, by wreszcie się przełamać i być tym, kim chcę. I wreszcie mi się to udało. Oczywiście, zawsze może być lepiej, ale i tak zauważam już duży progres jeśli o to chodzi.


 Kolejną sprawą jest pokładanie nadziei w kimś innym, kiedy największą twoją motywacją jest twój chłopak czy dziewczyna. Oczywiście, to super kiedy macie kogoś, kto was motywuje i wspiera, ale nie staniecie się tak naprawdę szczęśliwi dopóki sami nie zostaniecie swoją największą motywacją. Nic w twoim życiu nie jest pewne, nawet jeśli w danej chwili wydaje ci się, że jest, dlatego najlepsze co możesz zrobić dla siebie to być samowystarczalnym. Nie być zależnym od nikogo. Fajnie jest być w związku i nie ma nic złego w tym, że oddajecie mu się w dużej części ale weźcie pod uwagę, że m o ż e on się skończyć, a wtedy musicie być w stanie dalej żyć. To nie może być tak, że macie poczucie, że bez drugiej osoby będziecie nikim. Kiedy tak się czujecie to znaczy, że coś w tym związku jest nie tak.. Jeżeli robicie wszystko pod to żeby się komuś przypodobać albo (co teraz bardzo popularne) na siłę znaleźć drugą połówkę to przestańcie, bo to najgorsze co możecie sobie zrobić. Zamiast dążyć do przypodobania się komuś lepiej spędzić ten czas na doskonaleniu siebie i skupieniu się na swoich pasjach, a zobaczycie, że o wiele lepiej będziecie się czuć ze sobą. Pamiętajcie, żeby nie wywierać na sobie dużej presji. Dajcie sobie czas i małymi kroczkami próbujcie dążyć do bycia tym, kim chcecie być.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Coachella 2017

 Pierwszy weekend Coachelli się skończył, a więc nadszedł czas żeby podsumować stylizacje celebrytów, którzy pojawili się tam, bo, według mnie, najważniejsze w tym festiwalu są outfity, a dopiero na drugim miejscu znajduje się muzyka. Coachella bardzo mnie inspiruje jeżeli chodzi o styl, zawsze można podłapać jakieś trendy na nadchodzące lato i fajnie je zestawić. Niestety w tym roku nieco się zawiodłam. Było kilka dobrych stylizacji, ale w większości były one mocno przeciętne i tak naprawdę gwiazdy nie popisały się niczym szczególnym. Zresztą sami zobaczcie i oceńcie.
Ashley Tisdale
 Jessica Mercedes
 Amanda Steele
 Vanessa Hudgens
 
Hailee Steinfeld
 Ashley Benson
 Tinashe
 Shay Mitchell
 Madison Beer
 Kendall Jenner
 Selena Gomez
 Maffashion
 Danielle Campbell
 Rita Ora
 Aniołki VS
 
Kylie Jenner
Nina Dobrev
 Peyton List
 Victoria Justice
 Katy Perry
 Halsey
 Rihanna
 Hailey Baldwin
Mi najbardziej spodobała się stylizacja Jessiki, Madison i Vanessy, a Wam? Co sądzicie o tegorocznej Coachelli? 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Update życia

#np Harry Styles-Sign of the times
Hej hej! 
 Jak się czujecie? Wiosna już do Was dotarła? Do mnie tak i to nie tylko jeśli chodzi o pogodę. Nie było mnie tutaj jakieś...5 miesięcy? Przerwa nie miała być długa, właściwie w ogóle miało jej nie być, ale inspirując się moim ostatnim postem starałam się ograniczyć używanie internetu do minimum. Rozważałam nawet usunięcie bloga, ale po wielu namysłach uznałam, że to jest głupi pomysł, ponieważ dużo czasu i pracy w niego włożyłam, a do tego prowadzenie go sprawia mi niesamowitą frajdę. Drugim powodem, dla którego nie było mnie tak długo były różne sprawy prywatne, w moim życiu pojawił się ktoś, komu poświęcałam każdą wolną chwilę i po prostu nieco zapomniałam o tym, co dla mnie tak naprawdę się liczy. Po prostu pogubiłam się trochę w swoim życiu, ale teraz, gdy jest już po wszystkim czuję się zupełnie innym człowiekiem i to w dobrym sensie, moje poglądy przez ten krótki czas naprawdę bardzo się zmieniły. W każdym razie już wróciłam i mam nadzieję, że jak najszybciej wbiję się w tę blogową rutynę (ahhh te czasy kiedy wstawiałam posty regularnie raz w tygodniu, wróćcie)i, że nie zapomnieliście o mnie i nadal chętnie będziecie tu wpadać. 
 Jeżeli chodzi ogólnie o to, co teraz się u mnie dzieje to powiem krótko-egzaminy. To jest to, wokół czego krążą od ostatnich tygodni moje myśli, jak chyba większości osób, które w tym roku do nich podchodzą. Niestety przez szkołę nie miałam siły i czasu, by dobrze się do nich przygotować (bo po co zrobić nam trochę luzu w szkole przed egzaminem? lepiej nawalić 38293 kartkówek i sprawdzianów) i wiem, że możecie uważać to za jakąś wymówkę czy próbę wytłumaczenia się z tego, że nie powtarzałam sobie nic do tej pory, ale tak nie jest. No może trochę. I może trochę byłam leniwa... Nie ważne. Teraz, całe szczęście, mam przerwę świąteczną podczas której mam zamiar się pouczyć. Chociaż trochę, bo to nie jest tak, że wyuczę się trzech lat w kilka dni. Przecież przez te trzy lata uczyłam się, więc mam nadzieję, że coś mi w tej głowie zostało. A jeśli nie to trochę sobie postrzelam(pamiętajcie, najczęściej odpowiedź b jest tą prawidłową!). Drugim tematem, który cały czas mnie prześladuje i gdzieś z tyłu głowy cały czas o tym myślę jest temat liceum. I pomimo, że na razie muszę skupić się na egzaminie, to podświadomie cały czas zastanawiam się, do którego liceum się wybrać, i który profil będzie najbardziej przyszłościowy. Trwa we mnie wewnętrzna walka czy lepiej pójść na to, co będę lubić, ale nie mogę być pewna, co do tego czy będę miała dobrą pracę, czy na to, po czym będę dobrze zarabiać i raczej będę mieć mniejszy problem ze znalezieniem pracy. Gdybym jeszcze wiedziała kim chcę być to problem byłby nieco mniejszy, ale co do tego nie mam kompletnego pojęcia. No nic, zastanowię się nad tym bardziej po egzaminach. 

Podchodzicie w tym roku do egzaminów gimnazjalnych? A może już je pisaliście? Jakie są wasze odczucia? Lepiej podejść do nich na luzie czy porządnie się przygotować i kilka dni przed spędzić nad książkami?

czwartek, 17 listopada 2016

Nasze czasy

 Kiedy ilość like'ów pod profilowym mówi o tym, czy jesteś atrakcyjna. Kiedy robisz coś tylko po to, by inni widzieli. Kiedy podążasz za chorym tłumem wpatrzonym w ekrany, dla których social media są ważniejsze niż relacje międzyludzkie. Kiedy w internecie udostępniamy każdy szczegół z naszego wyidealizowanego życia z wyidealizowanymi zdjęciami, bo przecież nikt nie chce słyszeć o tym, że masz biegunkę albo o tym, że Twój ojciec jest alkoholikiem. Chcemy mieć jak najwięcej znajomych na facebooku, a w prawdziwym życiu nie umiemy nawet rozpocząć rozmowy. Taki paradoks. Nikogo nie obchodzi Twoje prawdziwe życie. Nie chce obchodzić. Wydaję mi się, że żyjemy w zakłamaniu. Wszyscy nawzajem wmawiamy sobie to idealne, fajne życie. Że niby chcemy tak żyć, a tak naprawdę nie dajemy sobie wyboru. Boimy się odstawać od reszty. Jak to? Ty nie masz facebooka, snapchata albo twittera? Nie robisz sobie codziennie selfie, by podzielić się nim na instagramie? A czy próbowaliśmy kiedyś żyć inaczej? Czy próbowaliśmy choć na jeden dzień wyłączyć telefon, odciąć się od tych wszystkich napływających informacji o cudzym życiu? Sprawdzić czy to może nie social media jestem nieszczęśliwa i przytłoczona. Przez chwilę nie przejmować się tym co robi Twoja znienawidzona koleżanka z klasy, bo oczywiście masz ją na wszystkich mediach społecznościowych i cały czas śledzisz co robi, przecież tak bardzo jej nienawidzisz. Tak bardzo Cię obchodzi co robi, gdzie kupuje, co je, z kim się spotyka. Zadaliście sobie kiedyś pytanie: dlaczego? po co? w jakim celu? Czy nie widzicie jak idiotyczne to jest? Nie czujecie się przez to wypaleni? Nie czujecie się zamknięci w pewnym błędnym kole?  Nawet w blogsferze można to zauważyć. Obserwacja za obserwację. Komentarz za komentarz. Po co? Żeby się dowartościować? Żebranie o kliknięcia w linki jest tak samo żałosne jak żebranie o lajki. Jeżeli podjęłaś się tej współpracy, to znaczy, że Twój blog jest na tyle rozwinięty, by odpowiednio zareklamować markę. Jeśli nie, to może czas by zrezygnować z tych współprac? Sami siebie oszukujemy. Oszukujemy się, że każdą z tych 100 osób, które nas obserwują, obchodzi nasze życie. Uwierz mi, że jakąś Zosię z drugiego końca Polski nie obchodzi to, że dzisiaj byłaś w Starbucksie albo, że kupiłaś sobie nową parę superstarów. Mam mętlik w głowie jeżeli chodzi o ten temat, bo im więcej o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu jak głupie to jest i jak bardzo nie rozumiem dzisiejszego świata. Chorobliwie interesujemy się cudzym życiem, ale jednocześnie nie obchodzi ono nas. Na zdjęciach z imprezy jesteśmy szczęśliwi i udajemy świetną zabawę chociaż, tak naprawdę wszyscy siedzą na telefonach i jest beznadziejnie. Zakładamy sobie klapki na oczy i idziemy za tłumem jeżeli chodzi o styl życia, ubierania się, poglądy. Nie chcemy wychodzić przed szereg. W naszej szaro-burej rzeczywistości nie chcemy się za bardzo wyróżniać, bo co ludzie pomyślą? Jeszcze będą na mnie krzywo patrzeć, bo ubrałam się inaczej.

Cześć. Jestem Karolina i moje życie nie wygląda tak, jak na moim instagramie.

czwartek, 3 listopada 2016

Top 3 miejsca, ktore musze odwiedzic

 No i zaczynamy przedostatni miesiąc tego roku-listopad. Przez to, że teraz dni są szaro-bure, cały czas pada i jest zimno, postanowiłam zrobić post o przyjemniejszej tematyce, nieco odrywającej nas od smutnej rzeczywistości. Jak wiecie, bądź nie, kocham podróżować oraz zwiedzać nowe, piękne miejsca i poznawać nowych ludzi. W związku z tym, mam też swoją listę miejsc, które muszę koniecznie zobaczyć. Dzisiaj przygotowałam dla was top 3 miejsca, na których odwiedzeniu najbardziej mi zależy. Mam nadzieję, że uda mi się to zrobić w ciągu najbliższych 10lat haha
 Zazwyczaj, jeśli gdzieś wyjeżdżam wybieram wycieczki zorganizowane z biura podróży, ale wiem, że są osoby, które lubią na własną rękę organizować sobie wycieczki, wybierać hotele itp. Więc jeżeli jesteś takim typem osoby to świetną sprawą mogą być dla ciebie strony takie jak booking.com oraz hotels.com, na których znajdziecie wiele świetnych kurortów i hoteli, co na pewno ułatwi Wam planowanie wakacji. Dzięki kuponom ze strony rabble.pl możecie mieć nawet do 50% zniżki albo darmowy nocleg podczas wyjazdu. Dzięki temu możecie oszczędzić mnóstwo pieniędzy i wydać je na jakieś pamiątki albo na dodatkowe atrakcje podczas wycieczki. Zresztą sami sprawdźcie jakie kupony są przygotowane dla Was. 
1.Machu Picchu
"Miasto zbudowano w II połowie XV(...). Pełniło funkcję głównego centrum ceremonialnego, ale także gospodarczego i obronnego. Zamieszkiwali je kapłani, przedstawiciele inkarskiej arystokracji, żołnierze oraz opiekunowie tutejszych świątyń. Miasto składało się z dwóch części. W Górnej, zwanej hanman, znajdowały się: Świątynia Słońca, Grobowiec Królewski oraz Pałac Królewski(...).W Dolnej mieściły się domy mieszkalne kryte strzechą oraz warsztaty produkcyjne. Na stromych zboczach znajdowały się tarasy uprawne(...)."~ źródło
Górskie krajobrazy to coś co kocham najbardziej. Fakt, nienawidzę na nie wchodzić, bo zazwyczaj przy szczycie jestem ledwo żywa, ale potem przekonuję się, że było warto. Widoki rekompensują cały ten wysiłek. W tym wypadku na pewno też by tak było, ale jestem gotowa się poświęcić po to, żeby zobaczyć starożytne miasto Inków. To jest chyba najpiękniejsze co widziałam. Jestem pewna, że na żywo prezentuje się sto razy lepiej o czym bardzo chciałabym się przekonać. Miejsce to nie tylko jest cudowne, ale również fascynujące i tajemnicze. Kiedyś prawdopodobnie służyło Inkom do obserwacji astronomicznych, a dowodzić tego ma kamień, który podczas równonocy, gdy słońce znajduje się nad nim, nie rzuca cienia. Ciekawostką jest, że dziesiątki uprawnych tarasów skalnych pozwalało wyżywić całą okoliczną ludność, co sprawiało, że skalne miasto było niezależne. Machu Picchu jest znane również z tego, że żyją tam na wolności lamy, które służą za naturalne kosiarki. Są one chronione i każda z nich ma w uchu kolczyk z własnym numerem.
2.Amsterdam
 Tak właściwie to najbardziej chciałabym zwiedzić XVII-wieczne kanały w Amsterdamie, chociaż klimat miasta również mnie urzekł. Kompleks kanałów powstał w południowo-zachodniej części miasta i przez lata się rozrastał. Miało to na celu osuszenie okolicznych terenów bagiennych i co za tym szło, rozszerzenie miasta o niezamieszkane do tej pory tereny. Miasto to liczy w sumie 160 kanałów, które koniecznie chciałabym zobaczyć. Amsterdam przypomina mi nieco Wenecję, ale chyba jeszcze bardziej mi się podoba. Ciężko mi jednak to stwierdzić, ponieważ jeszcze tam nie byłam. Jest to miasto o bardzo dobrze zachowanej, siedemnastowiecznej architekturze. Kolorowe budynki ustawione jeden przy drugim, to coś co mnie urzeka oraz sprawia, że czuję się jak w domu. W stolicy Holandii jest też mnóstwo ośrodków kulturalnych np. balet, teatry, muzea, orkiestry i galerie. Nie sposób jest się tam nudzić i na pewno potrzeba dłuższego wyjazdu, żeby to wszystko pozwiedzać.

"Stare kamienice. Kanały pełne łódek. Ulice z kawiarniami i restauracjami. Monumentalne gmachy. Wąskie kamieniczki. Mosty,mostki, mosteczki. Tłum pieszych, tysiące rowerzystów, turyści mówiący wszystkimi językami świata. Jeśli przyjechałeś do Amsterdamu choćby na jeden dzień, na jedną godzinę, na jedną minutę - musisz tu pójść"źródło
3.Wyspa Wielkanocna
 Kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu tej wyspy, już wiedziałam, że muszę tam pojechać. Zawsze intrygowały mnie te wielkie posągi, zakopane w ziemii. Do tej pory nie wiadomo do czego były przeznaczone oraz co symbolizowały. Podejrzewam, że miało to coś wspólnego z wierzeniami, może wykute postacie to jacyś ważni władcy dawnych społeczności? Największy z posągów ma 8,7m wysokości, a najmniejszy 5,6m. Największym monumentem na wyspie jest zbiór 15 kamiennych figur, które podczas przesilenia letniego wskazują wschód słońca.Przestały być tworzone nagle, o czym świadczą niedokończone posągi. Są więc one owiane tajemnicą, ale to jeszcze bardziej mnie zachęca do tego, by tam pojechać.  Wyspa Wielkanocna jest uważana za jeden z najbardziej oddalony od innych lądów obszar na świecie, więc będąc tam możemy powiedzieć, że jesteśmy na końcu świata.

A Wy macie swoją listę miejsc, które chcecie odwiedzić? Wolicie wyjeżdżać z biurem podróży czy raczej sami organizujecie swoje wycieczki?

piątek, 28 października 2016

Ulubiency pazdziernika 2016

 Październik już nam się kończy, a mnie coś wzięło na ulubieńców, bo w tym miesiącu wydaje mi się, że mam bardzo fajne, jesienne rzeczy do polecenia. Ulubieńcy nie będą pojawiać się na blogu regularnie, ponieważ są miesiące, w których mam masę ulubionych rzeczy i nie wiem co wybrać, a są też takie gdy nie mam nic specjalnego do polecenia i nie widzę sensu w robieniu ich na siłę. Umówmy się więc tak, że będą się oni pojawiać na blogu tylko wtedy, gdy znajdę coś godnego polecenia.
 Swoją drogą jeżeli chodzi o mój październik to minął bez jakichś większych komplikacji. Oczywiście, z każdym dniem coraz trudniej jest mi wstawać do szkoły, a dni robią się coraz krótsze i zimniejsze i oczywiście, za każdym razem gdy chcę i mogę gdzieś wyjść, musi padać. Niestety nic na to nie mogę poradzić, po prostu parasolka teraz to mój najlepszy przyjaciel. Nie chce mi się tu za dużo rozwodzić o szkole, bo zaczynamy właśnie długi (bo u mnie pięciodniowy) weekend, ale jak zapewne u wszystkich, pochłania ona masę mojego czasu oraz chęci do życia, przez co nie mam motywacji do wyjścia na zdjęcia czy napisanie posta (bo oczywiście pomysłów mam dużo, gorzej z realizacją). Jedyne pocieszenie jest takie, że do świąt zostało już tylko 56 dni! Nie ma opcji żebyśmy tego nie przetrwali. Damy radę! A teraz przejdźmy do ulubieńców. 
Kosmetyki
 Po raz pierwszy w moich ulubieńcach znalazł się inny kosmetyk niż pomadka lub szminka do ust. Serio. Ja nie bardzo lubię eksperymentować z nowymi produktami w makijażu i zazwyczaj trzymam się swoich ulubionych, które się u mnie sprawdzają. Ostatnio jednak zaczęłam mieć jakąś fazę na konturowanie twarzy. Uznałam, że mój makijaż jest niepełny i wyglądam zbyt blado, dlatego właśnie postanowiłam sięgnąć po bronzer. To, że akurat w tym czasie były w rossmanie przeceny na bronzery, pudry i podkłady to inna sprawa, ale zmotywowało mnie to nieco do zakupu, bo jak to ja, pewnie przed świętami bym go nie kupiła. Bardzo słabo u mnie z takimi rzeczami. Jak czegoś tak bardzo bardzo nie potrzebuję to po prostu tego nie kupuję. Zdecydowałam się na bronzer z bell, ponieważ był tani oraz spotkał się z pozytywnymi recenzjami makijażowych youtuberek. Bardzo spodobało mi się to, że na górze ma dodatkowo rozświetlacz, którym można jeszcze bardziej podkreślić kontury twarzy. Jeżeli chodzi o efekt jaki daje, to jest taki jaki chciałam osiągnąć. Tylko delikatnie podkreśla kości policzkowe i nie zostawia nienaturalnych długich i grubych smug na policzkach. Nie żebym miała jakieś duże porównanie, bo nigdy wcześniej nie używałam bronzerów, jednak ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. W normalnej cenie bronzer kosztuje poniżej 20zł, a ja na przecenie zakupiłam go za nieco ponad 8zł.
Ubrania
 Nie jestem osobą, która lubi odsłaniać dużo ciała i najbardziej komfortowo czuję się w zakrywających ubraniach (jak zapewne zauważyliście, jeżeli jesteście ze mną nieco dłużej), a więc golfy okazały się być czymś idealnym dla mnie! Podczas ostatniego miesiąca przybyło mi ich z pięć. Nie umiem się bez nich obyć, zwłaszcza, że teraz robi się coraz chłodniej, a ja nie lubię marznąć więc żeby nie wyglądać jak zjeb, nakładam golf i jest mi nie tylko ciepło, ale również całkiem spoko się prezentuję, skromnie mówiąc haha. Ostatnio też wyczaiłam świetny golf w lumpeksie, który strasznie kojarzy mi się z kolekcją Kanye'go Westa Yeezy (ten po lewej) więc od razu go zgarnęłam i kupiłam za jakieś 8zł.
Jedzenie
 A właściwie picie. Jestem miłośniczką herbaty, uwielbiam wszystkie jej odmiany, na ciepło przez cały rok. Jednak ostatnio nieco mi zbrzydła zwykła czarna herbata więc przerzuciłam się na zieloną z miodem, a po jakimś czasie na wodę z miodem, imbirem i cytryną, a czasami jeszcze dodaje sobie tam sok malinowy jeśli jest w domu. Jest to najlepszy napój na jesień jaki kiedykolwiek piłam. Świetnie rozgrzewa, świetnie smakuje i jest też dobry na jakieś przeziębienia lub bóle gardła. Oczywiście dodatki można sobie dowolnie zmieniać. Możecie dodać do tego goździki i pomarańczę, albo jeszcze coś innego, to wszystko zależy od Was. W każdym razie coś czuję, że będę to piła aż do zakończenia zimy i jeszcze dłużej, ponieważ naprawdę przypadło mi to do gustu. No i nie muszę czekać aż się zaparzy!
Filmy
 Szczerze Wam powiem, że rzadko oglądam jakiekolwiek filmy, a jeśli już to tylko w kinie, do którego ostatnio zdarza mi się dość często chodzić. Podczas naszej ostatniej wizyty tam, zdecydowaliśmy się na bajkę pt. "Sekretne życie zwierzaków domowych" i powiem Wam, że była to najlepsza bajka jaką w ostatnim czasie obejrzałam. Pomimo, że byliśmy jednymi z najstarszych widzów na sali kinowej i śmialiśmy się najgłośniej to naprawdę mi się podobał. Bajka opowiada o tym co robią nasze zwierzaki domowe kiedy my wychodzimy z domu. W fajny sposób pokazuje przygodę grupki przyjaciół, w której jeden za drugiego jest w stanie oddać życie. Jeżeli jeszcze macie szansę to naprawdę polecam wybrać się na ten film do kina, a jeśli nie to na samotny, piątkowy wieczór w domu również się nada.

Muzyka
 Czas na moją zdecydowanie ulubioną kategorię aka muzykę. Przez ten cały miesiąc poznałam tyle świetnych piosenek i albumów, że sama nie wiedziałam o czym Wam tu powiedzieć, jednak zdecydowałam się na dwa ulubione albumy. Pierwszy z nich, to w ogóle moje odkrycie roku, a mianowicie płyta Portugal.The man "Evil friends". Uwielbiam dosłownie każdą piosenkę z tego albumu, każda ma jakiś przekaz i wyjątkowy tekst z przekazem,zmuszający do refleksji. Przy okazji gitary i perkusja w tle idealnie nadają się na jesienne wieczory z herbatką. Żałuję, że tak późno dowiedziałam się o tym zespole, i że tak mało ludzi w Polsce o nim wie, ale jeśli jesteście zainteresowani dobrą muzyką ze świetnym tekstem to polecam ogarnąć ich twórczość. Nie pożałujecie.
 Kolejną płytą, jeśli mogę to tak nazwać, jest soundtrack z "Suicide squad". Co prawda oglądałam tylko jakieś pół godziny filmu na angielskim w szkole, ale od razu przypadła mi do gustu muzyka w tle i postanowiłam ją sobie zobaczyć i tak jak myślałam spodobały mi się wszystkie piosenki wykorzystane w filmie. Może nie jest to spokojny, akustyczny album na jesienne wieczory. Bardziej jest to dawka energetycznej muzyki, do posłuchania przy ćwiczeniach, albo w drodze do szkoły żeby się nieco zmotywować do przeżycia dnia tam. Na tym krążku znajdują się m.in. pioenki Eminema, Skylar Grey, Imagine Dragons i Lil Wanyea. Możliwe, że za jakiś czas zmotywuję się do tego, by obejrzeć cały film, ale jak na razie jaram się soundtrackiem i podejrzewam, że jeszcze na długo ze mną zostanie.
A jakich Wy mieliście ulubieńców w ostatnim miesiącu?